Brytyjski czy amerykański? Pułapka, która może zepsuć nawet najlepsze tłumaczenie

Starannie przygotowane tłumaczenie polskiego aktu urodzenia trafia do urzędu w Londynie – i wraca z adnotacją o błędach. Nie dlatego, że treść była niepoprawna. Dlatego, że użyto amerykańskiej pisowni w dokumencie przeznaczonym dla brytyjskiej instytucji. To nie jest scenariusz akademicki. To błąd, który zdarza się częściej, niż mogłoby się wydawać.

Dwa języki w jednym języku

Angielski brytyjski i amerykański różnią się bardziej, niż sugeruje powszechne przekonanie. Ortografia to tylko wierzchołek góry lodowej. „colour” kontra „kolor”, „organised” kontra „organized” – to przykłady, które większość tłumaczy zna. Trudniejsze są różnice terminologiczne w kontekście prawnym i urzędowym. Amerykańskie „notarized document” w brytyjskim obiegu funkcjonuje jako „notarised dokument” lub „certified document” – i obie wersje mogą być poprawne, ale nie zawsze wymiennie. W dokumentach takich jak pełnomocnictwa, akty stanu cywilnego czy zaświadczenia o niekaralności precyzja terminologiczna ma realne konsekwencje prawne.

Gdzie polskie dokumenty wpadają w pułapkę

Tłumaczenie dokumentów polskich na angielski stawia tłumacza przed podwójnym wyzwaniem: najpierw musi wiernie oddać sens oryginału, a potem dopasować wynik do konkretnej odmiany angielskiego. Problem polega na tym, że zleceniodawcy często nie precyzują, której wersji oczekują. Tłumacz zakłada jedną, klient oczekuje drugiej.

Polskie dokumenty urzędowe – dyplomy, akty urodzenia, świadectwa szkolne – trafiają zarówno do instytucji w Wielkiej Brytanii, jak i do organów w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie. Każde z tych miejsc docelowych ma własne przyzwyczajenia formalne i oczekiwania co do stylu dokumentu. Błąd w wyborze odmiany to nie tylko kwestia estetyki – to potencjalny powód odrzucenia dokumentu.

Podobna logika dotyczy zresztą tłumaczeń polsko-angielskich i angielsko-polskich. Przy tłumaczeniu umów handlowych, aktów notarialnych czy zaświadczeń pytanie o odmianę docelowego angielskiego powinno być standardową częścią briefingu.

Przysięgły tłumacz a wybór odmiany

W Polsce zawód tłumacza przysięgłego reguluje Ustawa o zawodzie tłumacza przysięgłego z dnia 25 listopada 2004 r. (Dz.U. Nr 273, poz. 2702), której pełen tekst dostępny jest za pośrednictwem Ministerstwa Sprawiedliwości oraz bazy ISAF Sejmu RP. Ustawa określa wymogi formalne i odpowiedzialność zawodową, ale nie rozstrzyga kwestii wyboru odmiany językowej. To obszar, w którym tłumacz musi wykazać się własną kompetencją i – przede wszystkim – zadać właściwe pytanie klientowi.

Profesjonalny tłumacz przysięgły nie zakłada. Pyta.

Jak unikać tego błędu w praktyce

Zanim przystąpisz do tłumaczenia, ustal trzy rzeczy: kraj docelowy dokumentu, instytucję, do której trafi, oraz – jeśli to możliwe – przykłady akceptowanych przez tę instytucję tłumaczeń. W przypadku polskich dokumentów kierowanych do Wielkiej Brytanii trzymaj się konsekwentnie odmiany brytyjskiej, włącznie z datowaniem (dzień/miesiąc/rok zamiast miesiąc/dzień/rok) i terminologią prawną właściwą dla systemu anglosaskiego w wersji UK.

Różnica między „program” a „programme”, „centre” a „center” może wydawać się drobiazgiem. W dokumentach urzędowych drobiazgi decydują o wiarygodności całości. Warto też pamiętać, że instytucje coraz częściej korzystają z oprogramowania do automatycznej weryfikacji dokumentów – a takie systemy potrafią flagować niespójności ortograficzne jeszcze przed tym, nim dokument trafi w ludzkie ręce.


Artykuł został przygotowany z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji i ma charakter wyłącznie informacyjny. Nie stanowi porady prawnej, językowej ani zawodowej i nie może być traktowany jako substytut konsultacji ze specjalistą. Autor i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje podjęte na podstawie zawartych tu treści. W sprawach wymagających oficjalnych tłumaczeń lub opinii prawnej zalecamy kontakt z certyfikowanym tłumaczem przysięgłym lub radcą prawnym.

Angielski brytyjski vs amerykański w tłumaczeniach

Dodaj komentarz